oltarz_wielki_post.jpg

W niektórych listach od naszych dobrodziejów otrzymujemy pytania: “Ojcze jakie są tradycje na Madagaskarze związane ze Świętami Wielkanocy czy innych…?” Niekiedy bez wahania dałem szybka odpowiedz – “To ja jestem TRADYCJA!”. Być może ktoś nie rozumie takiej odpowiedzi zatem moja refleksja o tym w jaki sposób misjonarz na misjach i to w kontekście pierwszej e w a n g e l i z a c j i jest źródłem tradycji, zwyczajów i celebracji chrześcijańskich.

Nasza misja na Madagaskarze w 90% to pierwsza ewangelizacja, gdzie Kościół się rodzi i gdzie nasza misyjna pasja przejawia się często w zakładaniu nowych wspólnot, które dopiero będą czciły i wzywały imię Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. Pytanie o to jakie są tradycje świętowania Wielkanocy czy innych tajemnic wiary, może być właściwe odnośnie Kościołów i misji już bardziej utrwalonych. Mam tu na myśli choćby Kościoły i misje na kontynencie Ameryki Południowej.

Madagaskar w większości jest jeszcze w epoce pierwszej ewangelizacji, ale są już diecezje, gdzie mamy do czynienia z tzw. “Kościołem lokalnym”, gdzie pewne tradycje chrześcijańskie nabrały kolorytu malgaskiego czy przeszły pewien etap inkulturacji. W moim przypadku w regionie Pangalany, w diecezji Mananjary na południowo-wschodnim Wybrzeżu Madagaskaru pracując pośród plemion Antambahoaka, Betsimisaraka i Antemoro, miąłem zwykle wyzwanie zakładania nowych wspólnot wierzących, a co za tym idzie wnoszenia i uczenia tradycji chrześcijańskich i form modlitwy począwszy często od ZNAKU KRZYŻA… dosłownie.

W dystrykcie Pangalana, który zakładałem zaraz na początku przeżywałem ogromne pragnienie, aby stawiać chrześcijańskie ZNAKI wiary typu Krzyż czy grota Matki Bożej. Niejako ja sam potrzebowałem tych znaków, a tym bardziej młodzi chrześcijanie dopiero co zrodzeni przez wodę i Ducha Św. W krótkim czasie liczba założonych nowych wspólnot doszła do kilkudziesięciu i głowiłem się jak umożliwić większej liczbie ludzi przeżycie Triduum Paschalnego w komplecie. Szczególnie w okresie Wielkiego Tygodnia jako misjonarze mobilizujemy wszystkie nasze siły, aby dotrzeć do jak największej liczby wiosek. Mamy do czynienia z tzw. klasycznym tournee czyli wizyta misjonarza. Takie wizytowanie wiosek w naszym regionie to podstawowa forma ewangelizacji i animacji. Wówczas przygotowywałem się pieczołowicie biorąc bagaż na plecy czy do motorówki i w drogę na blisko dwa tygodnie w busz już tydzień przez Niedziela Palmowa. W ten sposób w jednej wiosce celebrowałem Wielki Czwartek, w innej Wielki Piątek czy Sobotę i w jeszcze innej Niedziele Zmartwychwstania. Owszem ludzie się cieszyli z naszych wizyt jakikolwiek nie byłby to dzien. Często po kilka razy powtarzałem procesje z palmami, aby podkreślić wyjątkowość owego czasu, aby ludzie powoli wchodzili w ducha pasyjnego naszej wiary.

Niekiedy zrozumiałem, że za szybko chciałem przeskoczyć etap dojrzewania w wierze i na przykład w jednej wiosce, która była na początku drogi w wierze, szarpnąłem się ambitnie na celebracje Wielkiego Piątku w wielkim stylu… a ludziska niewiele kapneli z tej « imprezy »…Potrzeba czasu niestety. Klasyczne tournee w czasie Wielkiego Tygodnia umęczyło wiele. Każdy z nas Polaków, którzy dali swoja cząstkę w ewangelizowaniu Pangalany, tj. po mnie O. Sadecki, O. Galla czy Kolodynski miał podobne doświadczenia i wyzwania. Szukało się nowych form wyrazu naszej obiektywnej religijności, albo w uniwersalne formy pobożności chrześcijańskiej tchnęliśmy ducha malgaskiego. Było to i jest nadal niejako wspólne kroczenie misjonarza i wspólnoty rodzącej się, gdzie dochodzi do przenikania się dwóch wrażliwości duchowych. Misjonarz staje przed wyzwaniem, aby być osoba na styku dwóch kultur i duchowości. Z jednej strony musi uważać, aby nie był za bardzo religijnym kolonizatorem i pozwolił lokalnej duchowości na dojrzewanie. Z drugiej strony mając doświadczenie Kościoła o starszej tradycji, w której wyrósł ma szanse na ubogacenie i sprostowanie niektórych trendów.

Aby przyśpieszyć proces poznawania i przezywania tajemnic Triduum Paschalnego szybko zdecydowałem się w Pangalanie na stworzenie tzw. Pielgrzymki pasyjnej. Wiedziony intuicja wpierw zacząłem stawiać Krzyże wokół Jeziora Rangazavaka, które słynęło ze swojej magicznej siły i wielu przesądów. Kolejne Krzyże wokół Jeziora czy to w wiosce Vohitrandrina, później Anilavinany i w końcu w Tanandava – ściął mi wszystkie trzy za jednym zamachem cyklon w 1996 roku. Ale nie dałem za wygrana. Kolejny Krzyż przy współpracy z O. Sadeckim postawiliśmy i trwa do dziś będąc miejscem pasyjnej corocznej pielgrzymki. To właśnie pielgrzymka w Tanandava była i jest swego rodzaju katecheza obrazowa Triduum Paschalnego i duchowości pasyjnej. Moja idea było, aby w kilka dni po Wielkanocy cały dystrykt tzn. wszystkie wioski miały okazje na pełne przeżycie Triduum. W ten sposób zrodziła się TRADYCJA wspólnego i ponownego przezywania Triduum. Ludzie schodzili się na trzy dni nosząc ze sobą wszelki sprzęt do gotowania, zapasy żywności a nawet chrust.

W Tanandava do największego przeżycia należała DROGA KRZYZOWA z Najświętszym Sakramentem. Niebywała to sceneria, bowiem z czasem brało w niej udział nawet 3 czy więcej tysiące ludzi. Przy każdej stacji reprezentanci poszczególnych Fiadidiana (odpowiednik polskich dekanatów) zanosili prośby i modlitwy w intencji zebranych i całego Kościoła powszechnego. Ludzie uczyli się modlić i rozważać poszczególne stacje. Mimo, że na początku te ich refleksje były bardzo proste, ale nie siła inteligencji a siła serca i dobrej woli liczyła się. Sami mieli przygotować rozważania na poszczególne stacje, owszem podpowiadałem, ale chciałem, aby stawiali samodzielne kroki jak dziecko co uczy się chodzić. Dla podkreślenia ducha ofiarności i wynagrodzenia jaki musi towarzyszyć naszej solidarności z Jezusem cierpiącym i UKRZYZOWANYM, to XII-sta stacje drogi krzyżowej, odległość 200 metrów przebywaliśmy na kolanach wgniecieni w gorący piasek południa. Nie brakowało odcisków i małych zranień, ale to lekcja poglądowa, że zbawienie ma swoja cenę, a grzech swoje konsekwencje. Oczywiście na czele PROCESJI KOLANOWEJ ojciec misjonarz w ornacie i pokornie na kolach dając przykład umartwienia. W ten sposób uczyliśmy się Chrystusa Ukrzyżowanego… Wieczorem adoracja Krzyża, która była kolejna nowością dla wielu, a zarazem okazje, aby wyrazić swoja wiarę na zewnątrz. Oprócz tradycyjnej formy pocałunku Krzyża była inna forma alternatywna tzw. “przechodzenia pod Krzyżem”, który był trzymany na wysokości głowy. To już klasyczny przykład tradycji malgaskiej, jeden z pierwszych przykładów inkulturacji na sposób mieszkańców Czerwonej Wyspy. W początkowym okresie, kiedy chciałem zorganizować tzw. czuwanie przy grobie Jezusa, to ówczesny Biskup diecezji Mananjary nie zgadzał się tłumacząc to faktem, że ważniejszym elementem dla malgaszy jest świętowanie ZWYCIESTWA Chrystusa niż ciągłe nawiązywanie do śmierci.

Zatem za moich czasów to nie przeszło, ale kolejni proboszczowie Pangalany szczególnie O. Galla i O. Kolodynski śmiało wnieśli te tradycje organizując “grób Jezusa” i czuwanie przy nim. Muszę przyznać, że ich forma przynosiła efekty. Ludzie byli jeszcze bardziej zafascynowani atmosfera religijna. Czy to O. Galla czy O. Kolodynski organizując Drogę Krzyżową w innych wioskach, poza pielgrzymką, dawali lekcje poglądową sami dźwigając Krzyż przez cala drogę krzyżową. Robiło to niemałe wrażenie na ludziach i poganach przypatrujących się owej chrześcijańskiej scenerii. Ja natomiast nawiązywałem do znanej i praktykowanej formy do wspólnego dźwigania krzyża przez kolejne grupy: dzieci, młodzież, dorosłych, kobiety i poszczególne grupy pastoralne. Na koniec wkopywało się Krzyż obok kaplicy na wiecznych rzeczy pamiątkę… i wspomnienie. Znaki święte choćby te z rzeczy martwych też ewangelizują… znamy to.

Wszystkie te wysiłki misyjno-pastoralne miały za cel wdrażanie ludzi w pobożność pasyjna, uczenia ich STAWANIA w cieniu KRZYZA czyli jego kontemplacji wraz z umęczonym Zbawicielem. Rzuca się w oczy charakterystyka pobożności polskiej w odniesieniu do tej malgaskiej. Kiedy spojrzymy na malgaski śpiewnik pieśni religijnych to zwykle są to pieśni o inspiracji biblijnej i nawiązującej do aspektu ZMATRWYCHWSTANIA i ZWYCIESTWA Jezusa Chrystusa. Pieśni typowo pasyjne można policzyć na palcach…. Ten fakt mówi wiele. Owszem świadczy, że mamy do czynienia z młodym Kościołem, który jest na drodze do swej duchowej dojrzałości. Można by powtórzyć za Św. Pawłem – „Mleko wam dałem, a nie pokarm stały…”.

To prawda, że młody Kościół malgaski jest zauroczony i porwany świętowaniem tego Chrystusa bardziej zwycięskiego niż upokorzonego i cierpiącego. Można powiedzieć, że bardziej przemawia do nich ten Zmartwychwstały Chrystus, który obiecuje uwolnienie, radość nowego życia i zwycięstwo nad światem. Wiąże się to również z ich naturalna mentalnością, gdzie aspekt SWIETOWANIA jest bardzo wymowny. Myślę, że dochodzi do wzajemnej wymiany charyzmatów dwóch Kościołów: tradycyjnego, którym jest stary kontynent i tego nowego, dopiero co zrodzonego powiewem Ducha Świętego. Uczą nas radosnego i spontanicznego wyrażania wiary, przezywania śpiewem i tańcem, bardziej sercem niż rozumem.

W naszej pielgrzymce jak najbardziej był czas na manifestacje z Chrystusem Zmartwychwstałym. W Tanandava w ostatnim dniu pielgrzymki ma miejsce uroczysta procesja z OBRAZEM JEZUSA ZMARTWYCHWSTALEGO (miłosiernego). Obraz wielkości blisko dwóch metrów jest uroczyście niesiony wokół całej wioski z 4 Stacjami z Najświętszym Sakramentem. Zmartwychwstały Chrystus obwieszcza swoje panowanie i błogosławi pod postacią OBRAZU i EUCHARYSTII. “Kristy Velona” – Jezus Żyjący, oto jedna z ważniejszych i najbardziej popularnych pieśni skomponowanych przez Biskupa diecezji Mananjary. Pieśń ta porywa serca, wnosi wiarę i nadzieję, że mroki magii i czarów są już poza nimi. Nowe życie w Chrystusie jest zaproszeniem na dziś i na wieczność.

To nie koniec świętowania. Niejako w duchu Ostatniej Wieczerzy Wielkiego Czwartku ma miejsce wspólny posiłek kilku tysięcy ludzi. Organizacja tego zależy od kolejnego misjonarza. Idea jest jasna – wspólny posiłek, choćby symboliczny kawałek wolu wyraża jedność serc i jedność wiary, wielka RODZINA Chrystusa aktualizuje radość zbawionych. Wieczorem ma miejsce tzw. KILALAO, czyli występ kolejnych grup śpiewaczych prawie z każdej wioski. Piosenki są ewangeliczne, układane przez młodzież. Każdego roku zwykle proponowałem inny temat. Oto młodzież i dzieci maja swoje « 5 minut »,aby wyrazić swoja radość kroczenia i życia z Jezusem żyjącym na wieki. Echo chrystusowych pieśni idzie daleko, że wzgórza Tanandawy, poprzez Jezioro Rangazavaka wpada do Oceanu Indyjskiego…. i rozchodzi się aż po krańce ziemi.

O. Zdzisław Grad, SVD

Misjonarz z Madagaskaru

Antananarivo, 15 I 2012